Pomoc dla Ewy Kieryk

5 stycznia 2012 roku, jak każdego dnia Ewa szła do szkoły w Bierutowie. Aby do niej trafić, uczniowie z jej dzielnicy muszą przechodzić przez tory kolejowe. W miejscowości nie ma kładki dla pieszych, która umożliwiłaby bezpieczne przejście. Jedynym rozwiązaniem przejścia do szkoły oraz centrum Bierutowa jest pójście na oddalony przejazd kolejowy. Droga wydłuża się wówczas z kilkuset metrów do ponad 1,5 km. – tak zaczynał się tekst, który napisałam na wydarzeniu na Facebooku 7 lub 8 stycznia 2012 roku. Wtedy jeszcze taka opcja w Polsce dopiero stawała się popularna. Hasło pomoc dla Ewy Kieryk zaczęło powoli przybierać na sile, wraz z rosnącym zainteresowaniem ludzi z całego kraju.  

Wraz z akcją na Facebooku ruszyła bardzo prosta strona statyczna (dzięki pomocy wolontariuszy przetłumaczona na kilka języków) oraz blog na Blogspocie. Prawda była taka, że zbiórka miała szansę zaistnieć tylko w czasie, kiedy sprawą interesowały się ogólnopolskie media.  

Zebranie informacji o tym, jak doszło do wypadku pozwoliło na wprowadzenie odpowiedniej narracji, która miała maksymalnie ochronić przed hejtem i nie obciążałaby jednocześnie ofiary. Dodatkowo uczciwie należało zaznaczyć, że Ewa popełniła błąd, przechodząc przez tory w niedozwolonym miejscu. Szczerość tej relacji przyniosła sukces. Zaczęły napływać oferty pomocy z całej Polski.  

Dodatkowo poznanie zainteresowań Ewy, pozwoliło mi na skontaktowanie się ze środowiskiem fanów sportu. Śledząc tę historię na jej stronie, można zobaczyć, jak ogromne miało to znaczenie. Po wyjściu Ewy ze szpitala, bloga przejęła jej mama i w dalszych etapach to rodzice Ewy koordynowali akcję pomocy.  

Siódmego stycznia, 6 lat po wypadku, mama Ewy napisała ostatni wpis: Dziękuję Wam za to że jesteście z Ewą. A ja – mama przepraszam że tak mało o niej piszę, ale wybaczcie mi – pragniemy obie wrócić do normalnego życia. <3

Cieszę się, że mogłam mieć w swój wkład w akcję, a moje pomysły się sprawdziły, bo warto jest pomagać!

Kilka zdjęć z akcji