Dawno temu na freelancingu – czyli jak zacząć pracę zdalną

1 komentarz

Cześć! Swój pierwszy wpis blogowy napisałam dawno, dawno temu, bo we wrześniu 2002 roku. Nie dotyczył on niczego konkretnego, ale pisanie wciągnęło mnie na tyle, że blogowałam nieprzerwanie do 2009 roku. Ponieważ kobieta zmienną jest, to dość często żonglowałam domenami i tematami, ogólnie jednak kręcąc się wokół lifestyle’u. Dlaczego? Bo to temat, który zawsze się dobrze sprzeda i dość dobrze czyta. Był też dla mnie odskocznią od codzienności.

Teraz trochę informacji o mnie:

    • pierwszą kasę zarobiłam retuszując zdjęcia w wieku 18 lat,
    • pierwszy mój artykuł ukazał się w prasie w 2001 roku,
    • blogosferę pamiętam z czasów… blogi.pl, blog.pl i bloxa (kiedy Kominek był Kominkiem, a nie Jasonem Huntem),
    • pierwsze strony w html zaczęłam robić w 2003 roku (pamiętacie FrontPage’a?),
    • natomiast pierwszą stronę WWW za konkretną kasę postawiłam w 2006 roku i napisałam ją w EdHtml,
    • z WordPressem zetknęłam się w 2007 roku,
    • bawiłam się z powodzeniem Joomlą i Copperminem, ale serce zostawiłam WordPressowi,
    • piszę teksty od kiedy pamiętam i bardzo mi z tym dobrze,
    • jestem pracoholiczką i perfekcjonistką w pracy oraz ch*jową panią domu,
    • mam syna, 3 koty, psa oraz chomika Janusza,
    • mieszkam w drewnianym domu na wsi pod Wrocławiem,
    • czasem trochę piję, czasem trochę palę,
    • pracuję w firmie hostingowej,
    • walczę z powodzeniem z PTSD.

Czy jestem dinozaurem? Być może. I z całą pewnością to takim, który spóźnił się na swoje wymarcie. 😉 Jednak obecnie jest całkiem mi z tym dobrze. No dobra, ale pewnie chcecie wiedzieć, jak zacząć pracę zdalną.

Freelancing – a co to takiego?

Był taki czas, kiedy na studiach zarabiałam dość marnie. Swoją pierwszą miłość, czyli zootechnikę, porzuciłam w 2004 roku i postanowiłam, że jednak zacznę się kształcić na Uniwersytecie Wrocławskim. Uznałam, że krojenie trucheł zwierząt i egzaminy z botaniki oraz chemii, to niekoniecznie jest to, co chcę robić do końca życia. Wtedy poznałam Jurka, właściciela jednego z podwarszawskich wydawnictw, który zaproponował mi zdalną współpracę. Freelancing ma przyszłość – wygłosił tonem nieznoszącym sprzeciwu. A ja nawet nie wiedziałam do końca, co ma na myśli. 🙂 Przez kolejne lata pisywałam, projektowałam okładki i składałam różne książki do druku. Ponieważ już wtedy uczyłam się projektować strony, zaczęłam robić to zarobkowo. Zaskoczyło. Już wiedziałam, że to mój sposób zarabiania na życie.

Weź nie pytaj, weź dorośnij

Akceptacja rodziny była połowiczna. Ciągle słyszałam, że warto się ustatkować. Ojciec tylko wieścił mi, że nigdy w życiu, z jej charakterem w kajdany korporacji? Albo etatu? Jakiegokolwiek? I w sumie miał rację… prawie rację. Próbowałam dostosować się do otoczenia – bezskutecznie. Próbowałam znaleźć etat, który sprostałby mojemu poczuciu wolności – jeszcze gorzej. Znalazłam go ostatecznie w firmie, w której obecnie pracuję, ale nadal nie zrezygnowałam z freelancingu. To już uzależnienie mocniejsze ode mnie. Piszę, projektuję i prowadzę social media. Z każdym kolejnym klientem jestem mądrzejsza. Z każdym zmienionym projektem, z podziękowaniami, ale i rezygnacją ze współpracy (tak, to normalna część tej pracy). Nic nie wyszło z tego, abym dorosła do schematu. 🙂 I bardzo dobrze! Bo pewnie wszyscy byliby szczęśliwi, wszyscy poza mną.

Pierwsza zasada freelancingu jest prosta – wyrób sobie grubą skórę. Nikt nie będzie cię tak podcinał, jak rodzina i znajomi. Nic nie będzie tak frustrujące, jak oczekiwanie na zapłatą faktury. Nic nie będzie tak męczące, jak grzebanie przy projekcie, w którym klient chce 40 zmianę. I nic nie będzie tak satysfakcjonujące, jak wolność, którą uzyskasz. Dlatego jeśli chcesz to robić, to zacznij to robić. Po prostu. 🙂

One Response

  1. Magda
    | Odpowiedz

    A mi sie wydawalo ze ten rynek dopiero sie rozwija a tu prosze pierwsze jaskolki juz prawie pelnoletnie 🙂

Skomentuj