#bojatakmówię

Niektórzy wiedzą, że magicznie zniknęłam z sieci końcem grudnia ubiegłego roku. Dlatego wypada mi zawrzeć kilka słów wyjaśnienia, a akcja #bojatakmowie to idealna ku temu okazja.Zaczęło się dość banalnie, od zwyczajnego chronicznego przemęczenia. Jak pracoholiczka nie przywiązywałam do tego wagi, aż do pewnego wieczoru po świętach. Po powrocie z wyjazdu usiadłam w fotelu i poczułam oszałamiający ból głowy. Podłoga zatańczyła, jak po dużej ilości ognistej wody, a oko odmówiło posłuszeństwa. Na chwilę zapadłam w ciemność, a cisza otuliła mnie jak ciepła kołdra. Przez chwilę poczułam ogromny spokój, ale jednocześnie wdarł się niepohamowany lęk, że oto kroczę niekoniecznie w tę stronę, w którą chciałabym zmierzać.

Przygoda, której nie oczekiwałam

Tak rozpoczęła się moja piękna historia z nadciśnieniem tętniczym. Powróciły zbagatelizowane problemy sprzed lat, powróciła wizja kolejnego noszenia holtera* i badań kardiologicznych. Miałam trzymać rękę na pulsie… ale jakoś tak wyszło.

Bo przecież jestem nadal przed 40…

*Czy jak to ładnie się określa: monitorowanie EKG metodą Holtera, od nazwiska amerykańskiego fizyka Normana Holtera.

Tym razem jednak sprawa była na tyle poważna, że nie wypuszczono mnie z przychodni, do której dojechałam samodzielnie samochodem. Dopiero lekarz mi wyjaśnił, że balansuję na granicy (ciśnienie 230/145) i ogólnie powinnam się cieszyć, że to się gorzej nie skończyło. Brawo ja. Jak zwykle z najwyższymi notami, ale niekoniecznie może tym razem. Wycięło mnie to z pracy na prawie dwa miesiące, aż się pozbierałam do kupy i nauczyłam funkcjonować na lekach.

#bojatakmowie

Maj miesiącem mierzenia ciśnienia. Dlatego też, po miesiącach blogowego milczenia, postanowiłam zamieścić ten wpis w odpowiedzi na akcję #bojatakmowie (#becauseisayso). Niech Was nie zwodzą banery, które przedstawiają urocze dzieciaczki, informujące babcie i dziadków o konieczności mierzenia ciśnienia. Tak, nas w cudnym okresie zwanym wiekiem produkcyjnym, też to dotyczy. I jak widać nie omija freelancerów, nawet takich mieszkających w zacisznym domku na wsi. 😉

A jak wygląda teraz moje życie? Jestem na prochach, a poza tym nic się nie zmieniło. Dwie tabletki dziennie sprawiają, że funkcjonuję zupełnie inaczej. Staram się kontrolować ciśnienie, zabieram ciśnieniomierz na wyjazdy niczym misia w plecak. 😛 Dla takiego leniwca to prawdziwe wyzwanie. 🙂 Oczywiście, że czasami zapominam, oczywiście, że nadal niekiedy szlag mnie trafia, ale konsekwencje mogą być o wiele bardziej poważne. Dlatego proszę, zmierz chociaż raz ciśnienie. Możesz to zawsze bezpłatnie zrobić w przychodni lub w większości aptek.

Posted in lifestyle.

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o